Stoisz przed ladą cukierni kilka dni przed 11 listopada i widzisz napis „rogal marcinkowski” albo „rogal z białym makiem”. To nie pomyłka ani błąd w nazwie. Nazwa „rogal świętomarciński” jest chroniona przez UE i wolno jej używać tylko certyfikowanym zakładom z Wielkopolski, poza pięcioma powiatami. Prawdziwy poznasz po certyfikacie z tegoroczną datą.
Inna nazwa na ladzie nie oznacza gorszego rogala
Rogal świętomarciński ma unijny znak Chronionego Oznaczenia Geograficznego, w skrócie ChOG. W praktyce prawnie zastrzeżona jest sama nazwa. Cukiernia spoza obszaru produkcji może upiec rogala według identycznego przepisu, ale nie może nazwać go świętomarcińskim.
Dlatego w innych województwach na ladach pojawiają się nazwy zastępcze. Najczęściej spotkasz „rogala z białym makiem” albo „rogala marcinkowskiego”. Cukiernia sprzedaje wtedy ten sam typ wypieku i nie łamie przepisów.
Działa to też w drugą stronę. Certyfikowane rogale można dziś sprzedawać w całej Polsce. Jeśli więc w sklepie daleko od Poznania widzisz opakowanie z napisem „rogal świętomarciński”, nie musi to być nadużycie. Liczy się to, gdzie i przez kogo rogal został upieczony, a nie to, na jakiej półce leży.
Dlaczego nie każda cukiernia w Wielkopolsce może go upiec?
Wiele osób sądzi, że prawdziwy rogal powstaje wyłącznie w Poznaniu. To nieprawda, ale obszar produkcji nie obejmuje też całego regionu. Według zasad Cechu Cukierników i Piekarzy w Poznaniu i specyfikacji unijnej o prawo do produkcji mogą się starać firmy działające w województwie wielkopolskim, z wyłączeniem pięciu powiatów.
Cukiernik z takiego powiatu jest w tej samej sytuacji co piekarz z drugiego końca kraju. Może piec rogale z białym makiem, ale nie sprzeda ich pod nazwą świętomarcińską. Sama lokalizacja zakładu też nie wystarcza. Trzeba jeszcze przejść certyfikację i spełnić wymogi receptury.
Certyfikat z tegoroczną datą, czyli jak rozpoznać uprawnioną cukiernię
Przed 11 listopada najprościej poszukać w cukierni ozdobnego certyfikatu. Cech Cukierników i Piekarzy w Poznaniu wystawia go raz w roku, na początku listopada, każdemu zakładowi z prawem do wypieku. W uprawnionej cukierni dokument powinien więc mieć bieżącą datę.
Sama zawsze zerkam na tę datę, zanim kupię rogale na święto. Jeśli za ladą wisi certyfikat sprzed kilku lat, warto dopytać sprzedawcę. Dobrze też szukać charakterystycznego logo przy wypiekach lub na opakowaniu.
Kto pilnuje, żeby rogal trzymał standard?
Droga do certyfikatu zaczyna się od wniosku do poznańskiego Cechu i deklaracji zgodności z procesem technologicznym. W ciągu 30 dni od zgłoszenia do zakładu przyjeżdżają inspektorzy Wojewódzkiego Inspektoratu Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych, czyli WIJHARS. Sprawdzają produkcję, surowce i gotowy wyrób.
Po pozytywnej kontroli WIJHARS wydaje Świadectwo Jakości Handlowej i dopiero na jego podstawie Cech przyznaje ozdobny certyfikat. Po pierwszej kontroli świadectwo jest ważne przez rok, a przy kolejnych ten okres może się wydłużyć do trzech lat. Przez cały ten czas inspektorzy mogą wejść do pracowni bez zapowiedzi.
Skalę dobrze pokazują liczby. Według najnowszych opisanych danych prawo do wypieku tradycyjnych rogali świętomarcińskich miały 92 zakłady, a 4 kolejne czekały na weryfikację. To zamknięta lista. Nie każda cukiernia z rogalami na wystawie na nią trafiła.
